W dzisiejszym świecie, w którym nowoczesne technologie umożliwiają każdemu wszechstronną komunikację, informacja zyskuje rangę dobra o które należy zabiegać. Dostęp do informacji staje się kluczowym warunkiem rozwoju społeczeństw.
Czym jest społeczeństwo informacyjne
W dostępnej literaturze brak jednoznacznej definicji społeczeństwa informacyjnego. W zamian pojawia się wiele definicji, różniących się od siebie w zależności od tego, co ich autor uznał za cechę konstytutywną istnienia tego typu społeczeństwa.
Wikipedia definiuje społeczeństwo informacyjne (SI) jako „społeczeństwo, w którym towarem staje się informacja traktowana jako szczególne dobro niematerialne, równoważne lub cenniejsze nawet od dóbr materialnych.” Wynika z tego, że pojęcie społeczeństwa informacyjnego wiązać się będzie z technicznymi możliwościami komunikowania się oraz magazynowania i edytowania informacji. Definiować SI można również ze względu na formę wykonywanej pracy. „Z punktu widzenia społecznego podziału pracy, społeczeństwem informacyjnym będzie nazywana zbiorowość, w której 50 proc. plus jedna osoba lub więcej, spośród zawodowo czynnych, zatrudnionych jest przy przetwarzaniu informacji” – podaje Wikipedia.
W 1994 roku Martin Bangemann opublikował raport dotyczący przygotowania UE do tworzenia w Europie społeczeństwa informacyjnego. Według niego SI „charakteryzuje się przygotowaniem i zdolnością do użytkowania systemów informatycznych i wykorzystuje usługi telekomunikacyjne do przekazywania i zdalnego przetwarzania informacji”. W swoim raporcie Bangemann położył duży nacisk na tworzenie nowych miejsc pracy związanych z wykorzystywaniem nowych technologii.
W Polsce Kazimierz Krzysztofek i Marek S. Szczepański definiują społeczeństwo informacyjne jako „społeczeństwo, w którym informacja jest intensywnie wykorzystywana w życiu ekonomicznym, społecznym, kulturalnym i politycznym; to społeczeństwo, które posiada bogate środki komunikacji i przetwarzania informacji, będące podstawą tworzenia większości dochodu narodowego oraz zapewniające źródło utrzymania większości ludzi”. Według tej definicji informacja w SI jest podstawowym elementem wszystkich dziedzin życia człowieka, od kultury po gospodarkę.
Rozwój społeczeństwa informacyjnego
Termin „społeczeństwo informacyjne” został pierwszy raz użyty przez Japończyka Tadao Umesao w 1963 roku. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż Japonia zalicza się do czołówki najszybciej rozwijających się krajów świata. Określenie to spopularyzował w swojej pracy Koyama, opisując swoje wyobrażenie nowego rodzaju społeczeństwa. Już w 1972 roku Masuda stworzył plan przeobrażeń społecznych, wynikających z szybkiego tempa rozwoju telekomunikacji, a przez to mediów i wymiany informacji.
W Stanach Zjednoczonych rozwój społeczeństwa informacyjnego wiąże się z rozwojem badań naukowych związanych z nowymi technologiami informacyjnymi po II Wojnie Światowej. Istotnymi dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego w USA były prace naukowców pracujących w rządowym ośrodku RAND (Research and Development Corporation) umiejscowionym w Kalifornii. W latach siedemdziesiątych XX wieku rząd USA rozpoczął działania nad zorganizowaniem i legislacją podstaw społeczeństwa informacyjnego, z czasem ośrodki akademickie przejęły od państwa prymat nad rozwojem SI w Stanach Zjednoczonych. W 1997 roku w USA opublikowany został raport „Struktura Światowej Elektronicznej Gospodarki” sygnowany przez aktualnego prezydenta Billa Clintona. W okresie jego prezydentury powołano specjalne komisje mające na celu dostarczenie technologii informacyjnych do wszystkich grup społecznych, w tym również bezdomnych i bezrobotnych. Obecnie uważa się, że Japonia i Stany zjednoczone są na tyle rozwinięte, że ich społeczeństwa można nazywać społeczeństwem informacyjnym.
Za początki debaty o społeczeństwie informacyjnym w Unii Europejskiej uznaje się rok publikacji „Raportu Bangemanna”, czyli rok 1994. W 2000 roku podczas szczytu w Lizbonie kraje członkowskie UE przyjęły projekt „eEurope – Information Society for all”. Określono w nim cel budowy nowego typu społeczeństwa, mającego wykorzystywać możliwości jakie daje tzw. nowa gospodarka. W projekcie opracowano trzy główne cele strategiczne dla krajów Unii: pierwszy z nich ma na celu wprowadzenie Europejczyków, szkolnictwa, gospodarki oraz administracji publicznej w epokę cywilizacji informacyjnej. Drugim celem jest szeroko rozumiane wspieranie rozwoju nowoczesnych technologii komunikacyjnych i informatycznych. Trzeci cel to wzmocnienie spójności socjalnej oraz niwelowanie różnic w dostępnie do technologii informacyjnych, pomiędzy wsią a dużymi ośrodkami miejskimi.
Polska stosunkowo późno rozpoczęła przygotowania do rozwoju SI w naszym kraju. Jest to skutek opóźnień wynikających z przynależności Polski w okresie powojennym do bloku krajów socjalistycznych. W 2000 roku Ministerstwo Gospodarki opracowało program „ePolska – Plan działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006”. Program wskazuje kierunki w jakich powinna rozwijać się gospodarka. Podstawowymi celami programu rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce są: rozwój infrastruktury teleinformatycznej; powszechny, tańszy, szybszy i bezpieczniejszy internet; inwestowanie w ludzi i umiejętności; stymulowanie lepszego wykorzystania technologii informacyjnych; teleinformatyka na obszarach wiejskich; rozwój radiofonii i telewizji cyfrowej.
Prognozy i przyszłość społeczeństwa informacyjnego
Rozwój technologii teleinformatycznych stał się podwaliną stworzenia ogólnoświatowej sieci, będącej czymś w rodzaju systemu nerwowego, łączącej wszystkie kraje w „globalną wioskę”. Żaden kraj nie może sobie pozwolić na wyalienowanie się z tych struktur, gdyż automatycznie wyrzuciłby się poza nawias powstającego społeczeństwa informacyjnego, zaś powstała w ten sposób przepaść technologiczna, gospodarcza i kulturowa byłaby nie do pokonania bez wsparcia krajów wysokorozwiniętych.
Ewolucja społeczeństwa w kierunku SI, poprzez nieograniczony dostęp do mediów elektronicznych, powoduje powstanie nowych zjawisk kulturowych. Podstawowym kryterium podziału społeczeństwa staje się umiejętność zdobycia i wykorzystania informacji. Wiedza staje się główną potrzebą i najważniejszym towarem. Wyznacznikiem poziomu cywilizacyjnego w SI staje się informacja i dostęp do niej.
Dostęp do szeroko rozumianych mediów, w tym do telewizji satelitarnej, telekomunikacji, internetu, staje się przyczyną powszechnej unifikacji członków różnych kulturowo do tej pory społeczeństw. Powszechny dostęp do informacji powoduje, że przestaje mieć znaczenie, czy ktoś jest mieszkańcem Warszawy, czy Madrytu. Przynależność terytorialna do określonego miejsca w społeczeństwach informacyjnych ma coraz mniejsze znaczenie.
Kazimierz Krzysztofek w swoich rozważaniach nad przyszłością społeczeństwa informacyjnego wymienia cztery możliwości kierunków rozwoju SI. Pierwsza możliwość to „społeczeństwo wyczerpującej się demokracji” – gdzie ewolucja społeczeństwa zmierza do punktu, w którym staje się ono niezarządzalne. Drugą prognozą jest „społeczeństwo zdyscyplinowane”. Jest to społeczeństwo, w którym dominują rządy scentralizowane, łączące odgórnie społeczeństwo. Pełna kontrola nad wszystkimi obywatelami powoduje znaczne ograniczenie praw indywidualnych, ograniczenie wszelkich inicjatyw obywatelskich.
Trzecie rozwiązanie to „społeczeństwo demokratycznej kontynuacji”, które jest rozwinięciem znanych nam aktualnie struktur społecznych. Pozostaje znany obecnie system polityczny, demokracja elektroniczna, jakby „nakłada się” na współczesną demokrację zachowując jej strukturę. Ostatnią z prezentowanych przez Krzysztofka prognoz jest „Społeczeństwo transformacyjne”. Siłą napędzającą rozwój tego społeczeństwa jest technologia. „Społeczeństwo będzie odmasowione, zindywidualizowane, informacja stanie się towarem kluczowym, dostępnym dla wszystkich, a dostęp do technologii informacyjnych będzie niemal nieograniczony. Jednostka znajdzie się w centrum społeczeństwa. Przyrost wolności będzie się objawiał tym, że wszystkie, nawet te uznawane jeszcze trochę za dewiacyjne, style życia zostaną akceptowane.”
Prezentowane prognozy sugerują wielorakie, wręcz skrajne możliwości rozwoju społeczeństwa informacyjnego w bliższej i dalszej przyszłości. Pojawia się więc pesymistyczna wizja społeczeństwa będącego pod pełną kontrolą scentralizowanej, globalnej władzy („społeczeństwo zdyscyplinowane”). Równie pesymistyczna jest wizja społeczeństwa nie dającego się w jakikolwiek sposób kierować („społeczeństwo wyczerpującej się demokracji”). W kontekście poprzednich wizji w miarę bezpieczna zdaje się być prognoza społeczeństwa kontynuującego znane z XX wieku standardy demokratyczne („społeczeństwo demokratycznej kontynuacji”).
Najciekawsza i najwięcej obiecująca zdaje się być czwarta z prezentowanych prognoz – „społeczeństwo transformacyjne”. To społeczeństwo wszechobecnego dostępu do technologii informacyjnych, gdzie technologie umożliwiające dostęp do informacji są standardowym wyposażeniem każdego człowieka. W takim społeczeństwie obywatel ma największe możliwości uczestnictwa w polityce, czy kulturze.
Jaka więc będzie przyszłość nasza i naszych potomków?
Źródła:
Wikipedia
Raport Bangemanna (za: „Społeczeństwo informacyjne. Istota, rozwój, wyzwania” Witkowska, Cholawo-Sosnowska)
„Zrozumieć rozwój. Od społeczeństw tradycyjnych do informacyjnych” Krzysztofek, Szczepański
Ministerstwo Gospodarki „ePolska – Plan działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006”
„Scenariusze przyszłości społeczeństwa informacyjnego” Krzysztofek
poniedziałek, 3 marca 2008
poniedziałek, 18 lutego 2008
Dzikość w sercu. Wspomnienie o Geronimo
17 lutego 1909 r. w Fort Sill w Oklahomie, zmarł człowiek, wraz z którym zakończyła się historia podboju Old West – Geronimo. Był niewiarygodnie odważny i w równym stopniu okrutny. Dziś jego imię jest okrzykiem bojowym amerykańskich komandosów.
Urodził się w 1829 roku (niektóre źródła podają rok 1823). Jednak ten Geronimo – Apacz, który przeszedł do historii, narodził się dopiero w 1858 roku. Wtedy to większa część szczepu Geronima wybrała się na wyprawę handlową. W tym samym czasie meksykańska kawaleria napadła na obóz, w którym pozostały w większości kobiety i dzieci. Zginęła cała rodzina Geronimo – ukochana żona Alope, dzieci i matka. Od tego czasu jego serce już zawsze pałało nienawiścią. „Odtąd nie zastałem już spokoju w naszym spokojnym obozie. Mogłem wprawdzie odwiedzić grób ojca, poprzysiągłem jednak zemstę żołnierzom meksykańskim, którzy mnie tak skrzywdzili i ilekroć zbliżałem się do jego grobu albo napotykałem cokolwiek, co przypominało mi dawne szczęśliwe dni, serce ściskało mi się żądzą zemsty – mówił w swojej biografii „Geronima żywot własny” spisanej przez S. M. Barretta. Geronimo nie mógł odwiedzać miejsca pochowku utraconej rodziny, gdyż zwłoki zostały pochowane w miejscu kaźni, nie zaś w rodzinnej wiosce.
„Apacze to widzieli”
Czas zemsty przyszedł rok późnej. Apacze, w sile kilku plemion, wyruszyli do Meksyku, na wojenną ścieżkę. Geronimo, podczas bitwy z meksykańskim wojskiem walczył jedynie nożem i siał wokół siebie spustoszenie. Jego odwaga i dzielność zrobiła wielkie wrażenie na ziomkach, którzy mianowali go wodzem wojennym swoich plemion. „Apacze to widzieli” – wspominał dumnie, w biografii, swoje wojenne czyny. Jego rodzina została pomszczona, ale chęć zemsty wciąż gorzała w jego sercu. „Nie mogłem powrócić do życia swoich bliskich, nie mogłem wskrzesić poległych Apaczów, ale mogłem się radować swoją zemstą” – mówił w biografii.
Przez wiele lat wystawiał Meksykanom rachunek za stratę rodziny. Jego wyprawy do Meksyku znaczył ślad krwi i męczarni, w których ginęli ludzie, mający to nieszczęście, że znaleźli się na jego drodze. Z Amerykanami walczył rzadziej, ale równie brawurowo i okrutnie. Z czasem nawet jego współplemieńcy mieli już dość wojennych wypraw, na które Meksykanie i Amerykanie odpowiadali wyprawami przeciw Apaczom. W końcu Amerykanie zamknęli Apaczów w rezerwatach, ale i wtedy Geronimo podrywał swoich pobratymców do ucieczki, często groźbą, bądź oszustwem.
Koniec Starego Zachodu
Stanom Zjednoczonym, które u schyłku XIX wieku połknęły już niemal cały kontynent, od oceanu do oceanu, bardzo nie w smak były bunty Apaczów, które naruszały spokój osadników, gdyż ludzie bali się osadzać w niebezpiecznych rejonach. Dlatego wysyłali ekspedycje, mające na celu poskromienie Geronima. W końcu po kolejnym buncie i walkach z armią USA Geronimo złożył po raz ostatni broń w Kanionie Szkieletów. Generał Crook na wieść o tym fakcie powiedział: „Oto koniec Starego Zachodu”. Ostatni z walczących Indian został poskromiony.
Wojny Geronima można traktować jako wieczną chęć zemsty za śmierć ukochanej rodziny, ale byłoby to uproszczenie. Apacze walczyli, bo ich ziemie, które posiadali od wieków, zostały im wydarte, sami zaś zostali skazani na wegetację w rezerwatach. Walczyli, bo okrucieństwo białych wobec Indian dorównywało, a nawet przekraczało okrucieństwo czerwonych. W 1830 roku, prezydent USA Andrew Jackson podpisuje ustawę o usunięciu Indian, która w praktyce miała służyć ich eksterminacji. Świetnie to obrazują słynne słowa Philipa Sheridana – „jedynymi dobrymi Indianami jakich znam – są zabici”.
W pierwszej połowie XIX wieku utworzono tzw. „Indian Terytory”, na które przenoszono wszystkie plemiona Indian z pogranicza. Jak wyglądały takie przenosiny? Otóż przypominało to przeganianie stada bydła, z tym że przy krowach starano się, aby jak najwięcej sztuk przeżyło transport, zaś z Indianami było odwrotnie; jak najwięcej Indian miało zginąć. W 1838 roku przeniesiono w ten sposób na Indian Terytory Czirokezów, podczas „transportu” zginęło ponad 4 tysiące ludzi, zaś drogę tę później nazwano „Szlakiem Łez”.
Nie pomagało też poddawanie się Indian rządom białych, porzucanie koczowniczego trybu życia, stawanie się rolnikami, czy nawet przejście na chrześcijaństwo. Delawarowie zostali spaleni wraz z kościołem, podczas nabożeństwa, przez oddział pułkownika Crawforda. Peter Clarke, który był świadkiem tego zdarzenia pisał: „Tego rodzaju masakry były dokonywane wielokrotnie. Irokezów wyniszczono wraz z ich bydłem”. Również przeznaczone dla Indian terytorium, które miało im służyć „po wsze czasy” pod koniec XIX wieku już nie istniało – zostało zajęte przez białych.
Czy można dziwić się Apaczom, że walczyli tak zażarcie o swoje ziemie? Można zarzucać barbarzyństwo Geronimo, ale jak wtedy nazwać czyny białych? Wódz Apaczów Mangus-Colorado został podstępnie zaproszony na negocjacje, a następnie okrutnie torturowany i zamordowany. Geronimo uznał ten czyn za najokrutniejszą rzecz, jaka spotkała Apaczów ze strony Amerykanów, czy można mu się dziwić, że odpłacał pięknym za nadobne?
Ostatnie lata
Po klęsce w Kanionie Szkieletów Geronimo wraz z resztkami swego plemienia został wywieziony jako jeniec wojenny na Florydę. Na kolejowej rampie został cały ich dobytek, psy, konie. Dla Indian oderwanie od rodzinnych stron było śmiercią już za życia. Ludzie, którzy żyli w symbiozie ze swoją ziemią, zostali oderwani od korzeni. Już nigdy nie powrócili na swoje ojczyste łowiska.
Geronimo nienawidził Meksykanów do śmierci, w biografii mówił: „Minęło od tej pory wiele czasu, lecz po dziś dzień nie żywię miłości do Meksykanów. Zawsze postępowali ze mną niegodziwie i podstępnie. Jestem już stary i więcej nie wstąpię na ścieżkę wojenną, lecz gdybym był młody i mógł na nią znowu wstąpić, prowadziłoby ona do Starego Meksyku”. Zmarł 17 lutego 1909 roku w szpitalu wojskowym w Fort Sill w Oklahomie, gdzie został przeniesiony z Florydy.
Dziś, gdy mija bez mała sto lat od jego śmierci dumam nad losem Indian. Losem, który oznaczał porażkę w chwili, kiedy stopa białego człowieka dotknęła amerykańskiego kontynentu. „Znikamy z powierzchni ziemi, lecz nigdy nie uwierzę, byśmy byli bezużyteczni, po cóż bowiem Usen by nas stworzył. On to powołał do życia wszystkie plemiona ludzkie i dobrze wiedział dlaczego je powołuje” – mówił Geronimo.
Źródła:
„Geronima żywot własny spisany przez S.M. Barretta”
„Asfaltowy salon” Waldemar Łysiak
http://pl.wikipedia.org/wiki/Geronimo_(w%C3%B3dz_Indian_Chiricahua)
Urodził się w 1829 roku (niektóre źródła podają rok 1823). Jednak ten Geronimo – Apacz, który przeszedł do historii, narodził się dopiero w 1858 roku. Wtedy to większa część szczepu Geronima wybrała się na wyprawę handlową. W tym samym czasie meksykańska kawaleria napadła na obóz, w którym pozostały w większości kobiety i dzieci. Zginęła cała rodzina Geronimo – ukochana żona Alope, dzieci i matka. Od tego czasu jego serce już zawsze pałało nienawiścią. „Odtąd nie zastałem już spokoju w naszym spokojnym obozie. Mogłem wprawdzie odwiedzić grób ojca, poprzysiągłem jednak zemstę żołnierzom meksykańskim, którzy mnie tak skrzywdzili i ilekroć zbliżałem się do jego grobu albo napotykałem cokolwiek, co przypominało mi dawne szczęśliwe dni, serce ściskało mi się żądzą zemsty – mówił w swojej biografii „Geronima żywot własny” spisanej przez S. M. Barretta. Geronimo nie mógł odwiedzać miejsca pochowku utraconej rodziny, gdyż zwłoki zostały pochowane w miejscu kaźni, nie zaś w rodzinnej wiosce.
„Apacze to widzieli”
Czas zemsty przyszedł rok późnej. Apacze, w sile kilku plemion, wyruszyli do Meksyku, na wojenną ścieżkę. Geronimo, podczas bitwy z meksykańskim wojskiem walczył jedynie nożem i siał wokół siebie spustoszenie. Jego odwaga i dzielność zrobiła wielkie wrażenie na ziomkach, którzy mianowali go wodzem wojennym swoich plemion. „Apacze to widzieli” – wspominał dumnie, w biografii, swoje wojenne czyny. Jego rodzina została pomszczona, ale chęć zemsty wciąż gorzała w jego sercu. „Nie mogłem powrócić do życia swoich bliskich, nie mogłem wskrzesić poległych Apaczów, ale mogłem się radować swoją zemstą” – mówił w biografii.
Przez wiele lat wystawiał Meksykanom rachunek za stratę rodziny. Jego wyprawy do Meksyku znaczył ślad krwi i męczarni, w których ginęli ludzie, mający to nieszczęście, że znaleźli się na jego drodze. Z Amerykanami walczył rzadziej, ale równie brawurowo i okrutnie. Z czasem nawet jego współplemieńcy mieli już dość wojennych wypraw, na które Meksykanie i Amerykanie odpowiadali wyprawami przeciw Apaczom. W końcu Amerykanie zamknęli Apaczów w rezerwatach, ale i wtedy Geronimo podrywał swoich pobratymców do ucieczki, często groźbą, bądź oszustwem.
Koniec Starego Zachodu
Stanom Zjednoczonym, które u schyłku XIX wieku połknęły już niemal cały kontynent, od oceanu do oceanu, bardzo nie w smak były bunty Apaczów, które naruszały spokój osadników, gdyż ludzie bali się osadzać w niebezpiecznych rejonach. Dlatego wysyłali ekspedycje, mające na celu poskromienie Geronima. W końcu po kolejnym buncie i walkach z armią USA Geronimo złożył po raz ostatni broń w Kanionie Szkieletów. Generał Crook na wieść o tym fakcie powiedział: „Oto koniec Starego Zachodu”. Ostatni z walczących Indian został poskromiony.
Wojny Geronima można traktować jako wieczną chęć zemsty za śmierć ukochanej rodziny, ale byłoby to uproszczenie. Apacze walczyli, bo ich ziemie, które posiadali od wieków, zostały im wydarte, sami zaś zostali skazani na wegetację w rezerwatach. Walczyli, bo okrucieństwo białych wobec Indian dorównywało, a nawet przekraczało okrucieństwo czerwonych. W 1830 roku, prezydent USA Andrew Jackson podpisuje ustawę o usunięciu Indian, która w praktyce miała służyć ich eksterminacji. Świetnie to obrazują słynne słowa Philipa Sheridana – „jedynymi dobrymi Indianami jakich znam – są zabici”.
W pierwszej połowie XIX wieku utworzono tzw. „Indian Terytory”, na które przenoszono wszystkie plemiona Indian z pogranicza. Jak wyglądały takie przenosiny? Otóż przypominało to przeganianie stada bydła, z tym że przy krowach starano się, aby jak najwięcej sztuk przeżyło transport, zaś z Indianami było odwrotnie; jak najwięcej Indian miało zginąć. W 1838 roku przeniesiono w ten sposób na Indian Terytory Czirokezów, podczas „transportu” zginęło ponad 4 tysiące ludzi, zaś drogę tę później nazwano „Szlakiem Łez”.
Nie pomagało też poddawanie się Indian rządom białych, porzucanie koczowniczego trybu życia, stawanie się rolnikami, czy nawet przejście na chrześcijaństwo. Delawarowie zostali spaleni wraz z kościołem, podczas nabożeństwa, przez oddział pułkownika Crawforda. Peter Clarke, który był świadkiem tego zdarzenia pisał: „Tego rodzaju masakry były dokonywane wielokrotnie. Irokezów wyniszczono wraz z ich bydłem”. Również przeznaczone dla Indian terytorium, które miało im służyć „po wsze czasy” pod koniec XIX wieku już nie istniało – zostało zajęte przez białych.
Czy można dziwić się Apaczom, że walczyli tak zażarcie o swoje ziemie? Można zarzucać barbarzyństwo Geronimo, ale jak wtedy nazwać czyny białych? Wódz Apaczów Mangus-Colorado został podstępnie zaproszony na negocjacje, a następnie okrutnie torturowany i zamordowany. Geronimo uznał ten czyn za najokrutniejszą rzecz, jaka spotkała Apaczów ze strony Amerykanów, czy można mu się dziwić, że odpłacał pięknym za nadobne?
Ostatnie lata
Po klęsce w Kanionie Szkieletów Geronimo wraz z resztkami swego plemienia został wywieziony jako jeniec wojenny na Florydę. Na kolejowej rampie został cały ich dobytek, psy, konie. Dla Indian oderwanie od rodzinnych stron było śmiercią już za życia. Ludzie, którzy żyli w symbiozie ze swoją ziemią, zostali oderwani od korzeni. Już nigdy nie powrócili na swoje ojczyste łowiska.
Geronimo nienawidził Meksykanów do śmierci, w biografii mówił: „Minęło od tej pory wiele czasu, lecz po dziś dzień nie żywię miłości do Meksykanów. Zawsze postępowali ze mną niegodziwie i podstępnie. Jestem już stary i więcej nie wstąpię na ścieżkę wojenną, lecz gdybym był młody i mógł na nią znowu wstąpić, prowadziłoby ona do Starego Meksyku”. Zmarł 17 lutego 1909 roku w szpitalu wojskowym w Fort Sill w Oklahomie, gdzie został przeniesiony z Florydy.
Dziś, gdy mija bez mała sto lat od jego śmierci dumam nad losem Indian. Losem, który oznaczał porażkę w chwili, kiedy stopa białego człowieka dotknęła amerykańskiego kontynentu. „Znikamy z powierzchni ziemi, lecz nigdy nie uwierzę, byśmy byli bezużyteczni, po cóż bowiem Usen by nas stworzył. On to powołał do życia wszystkie plemiona ludzkie i dobrze wiedział dlaczego je powołuje” – mówił Geronimo.
Źródła:
„Geronima żywot własny spisany przez S.M. Barretta”
„Asfaltowy salon” Waldemar Łysiak
http://pl.wikipedia.org/wiki/Geronimo_(w%C3%B3dz_Indian_Chiricahua)
sobota, 29 grudnia 2007
Jasnogórska szopka AD 2007
Po raz 13. w Wieczerniku na Jasnej Górze stanęła Betlejemska szopka pod gołym niebem. W tym roku wystrój szopki przypomina o 700-leciu powstania zakonu Paulinów które przypada w 2008 roku. Zapraszam do zwiedzania.
Dlaczego zazdroszczę Wrocławiowi
Przeglądając dziś internet trafiłem na wywiad z Danielem Chojnackim. Ma on we Wrocławiu stworzyć sieć darmowych, publicznych wypożyczalni rowerów. A wszystko to z budżetu Urzędu Miasta. Jako zapalony rowerzysta stwierdziłem: genialne!
Jak wszystkie genialne pomysły tak i ten jest bardzo prosty. Wrocław ma zostać pokryty siecią około stu (na razie) punktów – stacji wynajmu rowerów. Rowery będzie można za darmo wypożyczyć (za pomocą specjalnej karty chipowej) na pół godziny i pozostawić po skorzystaniu w dowolnej stacji. Ograniczenie czasu darmowego korzystania do połowy godziny ma na celu wymuszenie na użytkownikach korzystania z darmowych rowerów, a nie pozostawiania ich u siebie pod domem do „następnego razu”. Rowery będą jednakowe i pomalowane w barwy Wrocławia (żółć i czerwień). Każdy zostanie wyposażony w GPS i czujnik uszkodzeń. Oczywiście pomysł nie jest specjalnie oryginalny, miast które tak robią jest wiele w Europie. Wrocław będzie jednak pierwszy w Polsce!
Jakie korzyści wynikają z tego pomysłu? We Wrocławiu powstanie w ten sposób nowy system transportu publicznego. Powszechny, darmowy, tani i ekologiczny. Rowerem będzie można dotrzeć w każde miejsce i swobodnie zostawić go gdy nie będzie nam już potrzebny. Półgodzinne ograniczenie czasowe nie jest specjalnie kłopotliwe, po prostu po upłynięciu czasu zostawiamy rower i bierzemy następny. W mieście wkrótce zaczną pojawiać się kilometry nowych ścieżek rowerowych. Przy właściwym spopularyzowaniu idei oraz zainteresowaniu mieszkańców Wrocław może stać się miastem mniej zakorkowanym, a może i mniej zanieczyszczonym. Włodarze miasta liczą, że zachęcą szczególnie młodych mieszkańców, uczniów i studentów do korzystania z tej formy transportu publicznego. Możliwość darmowej przejażdżki po mieście to także dodatkowa atrakcja dla turystów i szansa na poznanie miasta z innej strony.
Korzyści odniosą również mieszkańcy. Rower w mieście to naprawdę szybki środek transportu. Niestraszne mu korki, ciasne uliczki. Dostanie się wszędzie tam, gdzie auto nie da rady. To również oszczędność dla portfela, będzie się można za darmo dostać w różne części miasta. Jazda na rowerze to przede wszystkim korzyści dla zdrowia – poprawia kondycję, powoduje utratę zbędnych kilogramów, poprawia sprawność stawów, funkcjonowanie układu oddechowego i krążenia.
Czytając o tym pomyśle odczuwam zazdrość. Niestety w Częstochowie rowerzysta traktowany jest po macoszemu. Ścieżki rowerowe są rzadkością, a te które powstają są planowane bezmyślnie. Mam nadzieję, że już niedługo inne miasta pójdą w ślady Wrocławia. A tymczasem gratuluję Wrocławiowi i życzę, aby nic nie stanęło na drodze do zrealizowania tego wyśmienitego pomysłu.
Test pierwotnie opublikowałem w serwisie Wiadomości24.pl
Jak wszystkie genialne pomysły tak i ten jest bardzo prosty. Wrocław ma zostać pokryty siecią około stu (na razie) punktów – stacji wynajmu rowerów. Rowery będzie można za darmo wypożyczyć (za pomocą specjalnej karty chipowej) na pół godziny i pozostawić po skorzystaniu w dowolnej stacji. Ograniczenie czasu darmowego korzystania do połowy godziny ma na celu wymuszenie na użytkownikach korzystania z darmowych rowerów, a nie pozostawiania ich u siebie pod domem do „następnego razu”. Rowery będą jednakowe i pomalowane w barwy Wrocławia (żółć i czerwień). Każdy zostanie wyposażony w GPS i czujnik uszkodzeń. Oczywiście pomysł nie jest specjalnie oryginalny, miast które tak robią jest wiele w Europie. Wrocław będzie jednak pierwszy w Polsce!
Jakie korzyści wynikają z tego pomysłu? We Wrocławiu powstanie w ten sposób nowy system transportu publicznego. Powszechny, darmowy, tani i ekologiczny. Rowerem będzie można dotrzeć w każde miejsce i swobodnie zostawić go gdy nie będzie nam już potrzebny. Półgodzinne ograniczenie czasowe nie jest specjalnie kłopotliwe, po prostu po upłynięciu czasu zostawiamy rower i bierzemy następny. W mieście wkrótce zaczną pojawiać się kilometry nowych ścieżek rowerowych. Przy właściwym spopularyzowaniu idei oraz zainteresowaniu mieszkańców Wrocław może stać się miastem mniej zakorkowanym, a może i mniej zanieczyszczonym. Włodarze miasta liczą, że zachęcą szczególnie młodych mieszkańców, uczniów i studentów do korzystania z tej formy transportu publicznego. Możliwość darmowej przejażdżki po mieście to także dodatkowa atrakcja dla turystów i szansa na poznanie miasta z innej strony.
Korzyści odniosą również mieszkańcy. Rower w mieście to naprawdę szybki środek transportu. Niestraszne mu korki, ciasne uliczki. Dostanie się wszędzie tam, gdzie auto nie da rady. To również oszczędność dla portfela, będzie się można za darmo dostać w różne części miasta. Jazda na rowerze to przede wszystkim korzyści dla zdrowia – poprawia kondycję, powoduje utratę zbędnych kilogramów, poprawia sprawność stawów, funkcjonowanie układu oddechowego i krążenia.
Czytając o tym pomyśle odczuwam zazdrość. Niestety w Częstochowie rowerzysta traktowany jest po macoszemu. Ścieżki rowerowe są rzadkością, a te które powstają są planowane bezmyślnie. Mam nadzieję, że już niedługo inne miasta pójdą w ślady Wrocławia. A tymczasem gratuluję Wrocławiowi i życzę, aby nic nie stanęło na drodze do zrealizowania tego wyśmienitego pomysłu.
Test pierwotnie opublikowałem w serwisie Wiadomości24.pl
poniedziałek, 17 grudnia 2007
"Halo Hans", jaki jest nowy sitcom Polsatu?
„Halo Hans” to parodia „Stawki większej niż życie”. Pomysłodawcy nawiązują również do znakomitego, legendarnego już brytyjskiego serialu „Allo Allo”. W minioną sobotę wyemitowano trzeci odcinek serii, czas na pierwsze wrażenia.
Jako że wychowałem się na takich serialach jak „Stawka większa niż życie”, czy „Czterej Pancerni i pies” byłem ciekaw co też pokażą nam twórcy tej produkcji. Tym bardziej, że film, jak donosiły zapowiedzi w mediach, miał być kręcony w stylu kultowego brytyjskiego sitcomu „Allo Allo”. Nie będę ukrywał, że jestem tegoż wielbicielem. W obsadzie serialu pojawiły się nazwiska aktorów znanych z wielu dobrych ról komediowych. Główne role grają między innymi: Cezary Żak, Piotr Pręgowski, Grzegorz Wons, Artur Barciś. Rolę tytułowego Hansa Kloppsa gra Bartek Kasprzykowski. Tak więc poprzeczka została ustawiona wysoko.
Serial to parodia znanej chyba wszystkim „Stawki większej niż życie”. Główny bohater to następca (kolejny) agenta J-23 (nowy agent przyjmuje kryptonim J-24), który zginął (po raz kolejny) w akcji, dziedziczy po nim mundur, nazwisko, a nawet …żonę. No, może nie do końca wszystko, gdyż mundur jest zniszczony i podziurawiony kulami. „Nowy” Hans Kloss postanawia zmienić co nieco, poczynając od nazwiska – Kloss zmienia na Klopss. Zmienia się również nazwisko jego głównego przeciwnika, Bruner nazywa się od teraz Brudner. Nie zdradzę tajemnicy jeśli powiem, że kolejny Janek Kos (vel Hans Klopps) zostaje podsunięty przez AK wywiadowi radzieckiemu, który po śmierci poprzedniego agenta J-23 poszukuje kandydata na jego miejsce. Zadaniem naszego bohatera jest zinfiltrowanie zarówno radzieckiego, jak i niemieckiego wywiadu. Treścią serialu są niezliczone przygody Hansa, który co rusz popada w przeróżne perypetie, głównie natury miłosnej.
Bardzo wyraźne są nawiązania serialu do swojego sławnego prekursora – prześmiesznego serialu „Allo Allo”. Mamy więc małą knajpkę do której przychodzą Niemcy oraz okoliczni mieszkańcy na kieliszek czegoś mocniejszego. Jest również otyły barman, który jako rezydent sowieckiego wywiadu próbuje połączyć szpiegowskie zadania z obsługiwaniem baru. Żona Hansa, Hilda Klopps (grana przez Katarzynę Galicę) to skóra żywcem zdjęta z naszej starej znajomej – Helgii z „Allo Allo”. Jest również ponętna kelnereczka.
Niestety mimo szumnych zapowiedzi nie udaje się „Hallo Hans” osiągnąć choć połowy tego sarkastycznego poczucia humoru jaki znamy z „Allo Allo”. Postaci w większości są płaskie, dwuwymiarowe, aktorzy grają tylko w jednej tonacji. Cezary Żak miota się po kawiarence i jej zapleczu, ale nie potrafi bawić widza tak jak w „Miodowych latach”. Piotr Pręgowski, choć gra całkiem nieźle, jest moim zdaniem zbyt mało demoniczny jak na podstępnego Brunera (teraz już Brudnera). Może Brudner wraz ze zmianą nazwiska stracił na diaboliczności. Dobrze wypada za to Bartek Kasprzykowski, który próbuje zachowywać powagę i enigmatyczny wyraz twarzy w kolejnych dziwnych sytuacjach, które spotykają jego bohatera. Role kobiece potraktowano bardzo po macoszemu, jedyny wyjątek to Tamara Arciuch pojawiająca się w każdym odcinku jako inna postać – femme fatale serialu.
Bardzo brakuje tego co było siłą „Allo Allo” – kpin z narodowych przywar. W oryginalnym serialu aż skrzyło się od sytuacji naśmiewających się ze stereotypów przypisywanych Francuzom, Brytyjczykom czy Niemcom. W „Halo Hans” niestety tego się nie czuje. Twórcy woleli pójść w stronę żartów i żarcików dotyczących strefy erotycznej. Serial wprost dyszy erotycznymi sytuacjami i podtekstami. Powiedzmy szczerze – „niestety”. Czyżby autorzy wystraszyli się tego, że widzowie mogą „niestrawić” pokpiwania z naszych narodowych przywar i zdecydowali się na „bezpieczniejszą” i popularną sferę? Zbyt mało też jest tego, co tak bardzo śmieszyło w pierwowzorze – powiedzonek bohaterów. Któż nie czekał na słynne tłumaczenia Rene Artois, gdy żona łapała go z kelnerką w ramionach. Każdy wykręt zaczynał się nieodmiennie od „Ty głupia kobieto…”, co wywoływało zwykle salwy niewymuszonego śmiechu.
Jak zatem wypada serial? W mojej ocenie, stosując skalę szkolną – na 3+. Porównanie do „Allo Allo”, które narzucili twórcy widzom, moim zdaniem, zaszkodziło serii. Serial nie jest aż tak dobry, by porównywać się do mistrza gatunku. Zdarzają się w serialu przebłyski dobrego humoru, jednak jak na godzinne odcinki tych iskierek powinno być znacznie więcej. Czego można życzyć twórcom? Niech nie obawiają się pastiszu i kpiny. Śmiech to zdrowie, niech to będzie szczery śmiech widza. Daję serii jeszcze szansę i obejrzę kilka najbliższych odcinków.
Tekst pierwotnie opublikowałem w serwisie Wiadomości24.pl
Jako że wychowałem się na takich serialach jak „Stawka większa niż życie”, czy „Czterej Pancerni i pies” byłem ciekaw co też pokażą nam twórcy tej produkcji. Tym bardziej, że film, jak donosiły zapowiedzi w mediach, miał być kręcony w stylu kultowego brytyjskiego sitcomu „Allo Allo”. Nie będę ukrywał, że jestem tegoż wielbicielem. W obsadzie serialu pojawiły się nazwiska aktorów znanych z wielu dobrych ról komediowych. Główne role grają między innymi: Cezary Żak, Piotr Pręgowski, Grzegorz Wons, Artur Barciś. Rolę tytułowego Hansa Kloppsa gra Bartek Kasprzykowski. Tak więc poprzeczka została ustawiona wysoko.
Serial to parodia znanej chyba wszystkim „Stawki większej niż życie”. Główny bohater to następca (kolejny) agenta J-23 (nowy agent przyjmuje kryptonim J-24), który zginął (po raz kolejny) w akcji, dziedziczy po nim mundur, nazwisko, a nawet …żonę. No, może nie do końca wszystko, gdyż mundur jest zniszczony i podziurawiony kulami. „Nowy” Hans Kloss postanawia zmienić co nieco, poczynając od nazwiska – Kloss zmienia na Klopss. Zmienia się również nazwisko jego głównego przeciwnika, Bruner nazywa się od teraz Brudner. Nie zdradzę tajemnicy jeśli powiem, że kolejny Janek Kos (vel Hans Klopps) zostaje podsunięty przez AK wywiadowi radzieckiemu, który po śmierci poprzedniego agenta J-23 poszukuje kandydata na jego miejsce. Zadaniem naszego bohatera jest zinfiltrowanie zarówno radzieckiego, jak i niemieckiego wywiadu. Treścią serialu są niezliczone przygody Hansa, który co rusz popada w przeróżne perypetie, głównie natury miłosnej.
Bardzo wyraźne są nawiązania serialu do swojego sławnego prekursora – prześmiesznego serialu „Allo Allo”. Mamy więc małą knajpkę do której przychodzą Niemcy oraz okoliczni mieszkańcy na kieliszek czegoś mocniejszego. Jest również otyły barman, który jako rezydent sowieckiego wywiadu próbuje połączyć szpiegowskie zadania z obsługiwaniem baru. Żona Hansa, Hilda Klopps (grana przez Katarzynę Galicę) to skóra żywcem zdjęta z naszej starej znajomej – Helgii z „Allo Allo”. Jest również ponętna kelnereczka.
Niestety mimo szumnych zapowiedzi nie udaje się „Hallo Hans” osiągnąć choć połowy tego sarkastycznego poczucia humoru jaki znamy z „Allo Allo”. Postaci w większości są płaskie, dwuwymiarowe, aktorzy grają tylko w jednej tonacji. Cezary Żak miota się po kawiarence i jej zapleczu, ale nie potrafi bawić widza tak jak w „Miodowych latach”. Piotr Pręgowski, choć gra całkiem nieźle, jest moim zdaniem zbyt mało demoniczny jak na podstępnego Brunera (teraz już Brudnera). Może Brudner wraz ze zmianą nazwiska stracił na diaboliczności. Dobrze wypada za to Bartek Kasprzykowski, który próbuje zachowywać powagę i enigmatyczny wyraz twarzy w kolejnych dziwnych sytuacjach, które spotykają jego bohatera. Role kobiece potraktowano bardzo po macoszemu, jedyny wyjątek to Tamara Arciuch pojawiająca się w każdym odcinku jako inna postać – femme fatale serialu.
Bardzo brakuje tego co było siłą „Allo Allo” – kpin z narodowych przywar. W oryginalnym serialu aż skrzyło się od sytuacji naśmiewających się ze stereotypów przypisywanych Francuzom, Brytyjczykom czy Niemcom. W „Halo Hans” niestety tego się nie czuje. Twórcy woleli pójść w stronę żartów i żarcików dotyczących strefy erotycznej. Serial wprost dyszy erotycznymi sytuacjami i podtekstami. Powiedzmy szczerze – „niestety”. Czyżby autorzy wystraszyli się tego, że widzowie mogą „niestrawić” pokpiwania z naszych narodowych przywar i zdecydowali się na „bezpieczniejszą” i popularną sferę? Zbyt mało też jest tego, co tak bardzo śmieszyło w pierwowzorze – powiedzonek bohaterów. Któż nie czekał na słynne tłumaczenia Rene Artois, gdy żona łapała go z kelnerką w ramionach. Każdy wykręt zaczynał się nieodmiennie od „Ty głupia kobieto…”, co wywoływało zwykle salwy niewymuszonego śmiechu.
Jak zatem wypada serial? W mojej ocenie, stosując skalę szkolną – na 3+. Porównanie do „Allo Allo”, które narzucili twórcy widzom, moim zdaniem, zaszkodziło serii. Serial nie jest aż tak dobry, by porównywać się do mistrza gatunku. Zdarzają się w serialu przebłyski dobrego humoru, jednak jak na godzinne odcinki tych iskierek powinno być znacznie więcej. Czego można życzyć twórcom? Niech nie obawiają się pastiszu i kpiny. Śmiech to zdrowie, niech to będzie szczery śmiech widza. Daję serii jeszcze szansę i obejrzę kilka najbliższych odcinków.
Tekst pierwotnie opublikowałem w serwisie Wiadomości24.pl
środa, 28 listopada 2007
Cudze chwalicie, swego nie znacie... Złoty Potok
Złoty Potok to spokojna wioska położona wśród wzgórz i lasów Jury. Mój numer 1 wśród jurajskich wsi. Jest tu wszystko, wapienne skały, piękne lasy, pełne uroku źródła z których wypływa rzeka Wiercica.
wtorek, 27 listopada 2007
Cudze chwalicie, swego nie znacie... Trzy Korony
Pieniny to małe, ale bardzo ładne góry położone na pograniczu Polski i Słowacji. W zasypanym śniegiem mieście wspominam piękne letnie chwile…
niedziela, 25 listopada 2007
Jurajskie warownie: Smoleń
Ruiny zamku w Smoleniu leżą w jednym z najbardziej uroczych zakątków na Jurze. Przepiękna okolica pełna wapiennych ostańców i bujnych lasów zachęca do zwiedzenia i odpoczynku.
Miejscowość Smoleń położona jest przy drodze łączącej Wolbrom z Pilicą. Przejeżdżając przez wieś od strony Wolbromia na ostrym zakręcie należy pojechać prosto. W ten sposób trafia się do podnóża zamkowej góry, gdzie wśród bujnej zieleni kryją się bardzo ciekawe ruiny. Zwiedzając jurajskie „Orle Gniazda” nie sposób ich pominąć w wędrówce.
Historia zamku
Początki zamku w Smoleniu kryją mroki historii. Pierwsze informacje na temat znajdującego się tu drewnianego zamku pochodzą z XII i XIII wieku. W 1300 roku zamek odegrał ważną rolę podczas walk o tron polski między Władysławem Łokietkiem i królem czeskim Wacławem II. W tym czasie zamek wchodził w skład systemu obronnego którego pozostałe elementy stanowiły umocnienia na okolicznych wzniesieniach – niedokończone umocnienia na Skałach Zegarowych, fortyfikacja wieżowa na Górze Biśnik i grodzisko na Górze Grodzisko Pańskie. Podczas walk zamek został zdobyty przez Wacława II i spalony. Niestety nie wiadomo czy chodzi o drewniany zamek stojący w miejscu obecnego zamku w Smoleniu, czy o jedno z pozostałych umocnień. Faktem jest, że wszystkie te umocnienia uległy zniszczeniu w wyniku pożaru na przełomie XIII i XIV wieku.
Właścicielem zamku był w tych czasach Otto z Pilczy herbu Topór. On to wzniósł wkrótce zamek murowany z kamienia łamanego. Właściciele Smolenia i Pilicy (zamek w Smoleniu był wtedy nazywany „zamkiem w Pilicy”) przyjęli nazwisko Pileckich. W swoich najświetniejszych czasach zamek składał się z dwóch zamków dolnych, zamku górnego i wieży, których resztki przetrwały do dziś.
Przez następne wieki zamek zmieniał właścicieli. Właścicielem zamku był między innymi słynny Seweryn Bonner, jeden z najbogatszych ludzi swoich czasów – budowniczy zamku w Ogrodzieńcu – jednej z największych i najpiękniejszych jurajskich warowni (podobno przy dobrej widoczności z tarasu widokowego na zamku w Smoleniu widać wieże zamku w Ogrodzieńcu, niestety mimo kilku wizyt na zamku nie udało mi się wypatrzeć Ogrodzieńca). Seweryn Bonner dokonał przebudowy zamku w stylu renesansowym.
W 1570 roku właścicielem zamku staje się Wojciech Padniewski. Wybudował on w niedalekiej Pilicy mową siedzibę rodzinną (w stylu włoskim tzw. palazzo in fortezza) i opuścił zamek w Smoleniu. Do ostatecznego upadku zamku przyczynił się – a jakże – potop szwedzki. W 1655 zamek został zdobyty przez Szwedów i spalony. Od tej pory zamek często zmieniał właścicieli i popadał w coraz większą ruinę. Po rozbiorach trafił do zaboru austriackiego, zaś sąsiednia Pilica znalazła się w zaborze pruskim. W 1797 roku Austriacy zbudowali komorę celną w Smoleniu wykorzystując kamień z zamku, co przyczyniło się ostatecznie do jego zniszczenia.
Stan obecny, legendy i ciekawostki
Obecnie zamek zachowany jest w postaci tzw. trwałej ruiny. Do czasów współczesnych zachowały się mury obronne zamków dolnych (z dwiema bramami), mury zamku górnego oraz wieża zamku górnego (wysokość 16 m). Latem ciężko go wypatrzeć wśród gęsto porastających wzgórze drzew, zimą przy braku liści na drzewach jest o wiele lepiej widoczny. Na terenie wzgórza został utworzony rezerwat przyrody „Smoleń” (4,32 ha). Bliskość zamku z Ogrodzieńcem, a z drugiej strony z Wolbromiem i ruinami zamku w Rabsztynie zachęca do jego zobaczenia.
Na terenie zamku dolnego znajduję się głęboka studnia. Jak mówi legenda wykopali ją wzięci do niewoli Tatarzy. Podobno na jej dnie znajduje się sieć korytarzy, które łączą zamek z okolicznymi jaskiniami (szacuje się, że jest ich w tej okolicy ok. 50). Legenda mówi, że przy kopaniu studni Tatarzy natrafili na boczny korytarz wydrążony przez wodę i w tym właśnie miejscu miałyby być ukryte ogromne skarby. Oczywiście miejsce ukrycia skarbu stanowiło tajemnicę i niewiele osób o tym wiedziało, kto zaś nie umiał utrzymać języka za zębami lądował w studni. Do diś podobno skarbom towarzystwa dotrzymują ludzkie szkielety.
Władcami zamku w Smoleniu często były osoby ważne dla losów Polski, choćby wspomniany już Seweryn Bonner. Jedna z pań zamku – Elżbieta Granowska poślubiła w 1417 roku króla Polski i Litwy Władysława Jagiełłę. Oboje małżonkowie posiadali już spore doświadczenie w tym względzie, dla obojga było to już trzecie zamążpójście. Związek ten wywołał wielkie oburzenie wśród możnowładców.
W latach 90. rozpoczęto w jaskini na Biśniku badania archeologiczne, które w 2005 roku doprowadziły do sensacyjnego odkrycia – znaleziono najstarsze ślady bytności człowieka na ziemiach polskich.
Materiał pierwotnie opublikowano w serwisie Wiadomości24.pl
Miejscowość Smoleń położona jest przy drodze łączącej Wolbrom z Pilicą. Przejeżdżając przez wieś od strony Wolbromia na ostrym zakręcie należy pojechać prosto. W ten sposób trafia się do podnóża zamkowej góry, gdzie wśród bujnej zieleni kryją się bardzo ciekawe ruiny. Zwiedzając jurajskie „Orle Gniazda” nie sposób ich pominąć w wędrówce.
Historia zamku
Początki zamku w Smoleniu kryją mroki historii. Pierwsze informacje na temat znajdującego się tu drewnianego zamku pochodzą z XII i XIII wieku. W 1300 roku zamek odegrał ważną rolę podczas walk o tron polski między Władysławem Łokietkiem i królem czeskim Wacławem II. W tym czasie zamek wchodził w skład systemu obronnego którego pozostałe elementy stanowiły umocnienia na okolicznych wzniesieniach – niedokończone umocnienia na Skałach Zegarowych, fortyfikacja wieżowa na Górze Biśnik i grodzisko na Górze Grodzisko Pańskie. Podczas walk zamek został zdobyty przez Wacława II i spalony. Niestety nie wiadomo czy chodzi o drewniany zamek stojący w miejscu obecnego zamku w Smoleniu, czy o jedno z pozostałych umocnień. Faktem jest, że wszystkie te umocnienia uległy zniszczeniu w wyniku pożaru na przełomie XIII i XIV wieku.
Właścicielem zamku był w tych czasach Otto z Pilczy herbu Topór. On to wzniósł wkrótce zamek murowany z kamienia łamanego. Właściciele Smolenia i Pilicy (zamek w Smoleniu był wtedy nazywany „zamkiem w Pilicy”) przyjęli nazwisko Pileckich. W swoich najświetniejszych czasach zamek składał się z dwóch zamków dolnych, zamku górnego i wieży, których resztki przetrwały do dziś.
Przez następne wieki zamek zmieniał właścicieli. Właścicielem zamku był między innymi słynny Seweryn Bonner, jeden z najbogatszych ludzi swoich czasów – budowniczy zamku w Ogrodzieńcu – jednej z największych i najpiękniejszych jurajskich warowni (podobno przy dobrej widoczności z tarasu widokowego na zamku w Smoleniu widać wieże zamku w Ogrodzieńcu, niestety mimo kilku wizyt na zamku nie udało mi się wypatrzeć Ogrodzieńca). Seweryn Bonner dokonał przebudowy zamku w stylu renesansowym.
W 1570 roku właścicielem zamku staje się Wojciech Padniewski. Wybudował on w niedalekiej Pilicy mową siedzibę rodzinną (w stylu włoskim tzw. palazzo in fortezza) i opuścił zamek w Smoleniu. Do ostatecznego upadku zamku przyczynił się – a jakże – potop szwedzki. W 1655 zamek został zdobyty przez Szwedów i spalony. Od tej pory zamek często zmieniał właścicieli i popadał w coraz większą ruinę. Po rozbiorach trafił do zaboru austriackiego, zaś sąsiednia Pilica znalazła się w zaborze pruskim. W 1797 roku Austriacy zbudowali komorę celną w Smoleniu wykorzystując kamień z zamku, co przyczyniło się ostatecznie do jego zniszczenia.
Stan obecny, legendy i ciekawostki
Obecnie zamek zachowany jest w postaci tzw. trwałej ruiny. Do czasów współczesnych zachowały się mury obronne zamków dolnych (z dwiema bramami), mury zamku górnego oraz wieża zamku górnego (wysokość 16 m). Latem ciężko go wypatrzeć wśród gęsto porastających wzgórze drzew, zimą przy braku liści na drzewach jest o wiele lepiej widoczny. Na terenie wzgórza został utworzony rezerwat przyrody „Smoleń” (4,32 ha). Bliskość zamku z Ogrodzieńcem, a z drugiej strony z Wolbromiem i ruinami zamku w Rabsztynie zachęca do jego zobaczenia.
Na terenie zamku dolnego znajduję się głęboka studnia. Jak mówi legenda wykopali ją wzięci do niewoli Tatarzy. Podobno na jej dnie znajduje się sieć korytarzy, które łączą zamek z okolicznymi jaskiniami (szacuje się, że jest ich w tej okolicy ok. 50). Legenda mówi, że przy kopaniu studni Tatarzy natrafili na boczny korytarz wydrążony przez wodę i w tym właśnie miejscu miałyby być ukryte ogromne skarby. Oczywiście miejsce ukrycia skarbu stanowiło tajemnicę i niewiele osób o tym wiedziało, kto zaś nie umiał utrzymać języka za zębami lądował w studni. Do diś podobno skarbom towarzystwa dotrzymują ludzkie szkielety.
Władcami zamku w Smoleniu często były osoby ważne dla losów Polski, choćby wspomniany już Seweryn Bonner. Jedna z pań zamku – Elżbieta Granowska poślubiła w 1417 roku króla Polski i Litwy Władysława Jagiełłę. Oboje małżonkowie posiadali już spore doświadczenie w tym względzie, dla obojga było to już trzecie zamążpójście. Związek ten wywołał wielkie oburzenie wśród możnowładców.
W latach 90. rozpoczęto w jaskini na Biśniku badania archeologiczne, które w 2005 roku doprowadziły do sensacyjnego odkrycia – znaleziono najstarsze ślady bytności człowieka na ziemiach polskich.
Materiał pierwotnie opublikowano w serwisie Wiadomości24.pl
piątek, 16 listopada 2007
Jura w zimowych barwach
W tym roku zima przyszła do nas wcześnie. Postanowiłem wykorzystać okazję i pokazać Wam Jurę o tej porze roku. W galerii prezentuję wybór moich zimowych zdjęć Jury.
piątek, 2 listopada 2007
Jaka jesteś Wikipedio?
Co jakiś czas na różnych portalach wybuchają zażarte dyskusje na temat wiarygodności treści zawartych w bezapelacyjnie największej w świecie encyklopedii – Wikipedii. Postanowiłem przyjrzeć się temu problemowi bliżej.
Wikipedia według jej współzałożyciela Jimmy’ego Walesa to “próba stworzenia i rozpowszechnienia wielojęzycznej wolnej encyklopedii o najwyższym możliwym poziomie dla każdej osoby na Ziemi w jej własnym języku”. Motto projektu brzmi: “wolna encyklopedia, którą każdy może edytować” (za: Wikipedia).
Możliwość prostej i szeroko dostępnej edycji Wikipedii potencjalnie stanowi spore zagrożenie zawartości encyklopedii przez ataki różnego rodzaju wandali internetowych wprowadzających do gotowych haseł fałszywe informacje, bądź tworzących nowe, nieprawdziwe wpisy. Doświadczenia wikipedystów mówią, że takie ataki są stosunkowo łatwe do wykrycia. Dzieje się tak między innymi poprzez monitorowanie zmian wprowadzonych do encyklopedii poprzez specjalnie do tego stworzoną stronę „ostatnie zmiany”. Każda zmiana treści encyklopedii musi zostać zweryfikowana przez co najmniej jednego Administratora MediaWiki. Odzyskanie wcześniejszej treści jest również bardzo proste, gdyż oprogramowanie MediaWiki, na bazie którego tworzona jest Wikipedia zachowuje wszystkie poprzednie wersje artykułów. Osoby które wyjątkowo agresywnie atakują zawartość encyklopedii mają blokowane adresy IP.
Największym zagrożeniem dla zawartości merytorycznej encyklopedii są osoby tworzące nowe hasła o nieistniejących osobach, rzeczach lub wydarzeniach, tworzone w sposób fachowy i sprawiające wrażenie prawdziwych. Treści takie są bardzo trudne o wykrycia, jednak zdarzają się niezwykle rzadko. Najbardziej znanym fałszerstwem tego typu w polskiej Wikipedii było hasło o Henryku Batucie.
Doświadczenia angielskojęzycznej encyklopedii mówią, że wśród edytorów Wikipedii obok amatorów i pasjonatów konkretnych dziedzin znajdują się też fachowcy i eksperci w danych dziedzinach, często legitymujący się dyplomami wyższych uczelni. Nie ma oczywiście konieczności, aby każdy artykuł pisał fachowiec w danej dziedzinie. Zasada ciągłej edycji powoduje, że ktoś z większym doświadczeniem w danej specjalności może swobodnie edytować znalezione błędy.
Wikiwandalizm
Swoboda w edytowaniu Wikipedii jest wykorzystywana przez internetowych wandali. Co prawda większość szkodliwych działań jest wykrywana i usuwana tuż po wprowadzeniu ich do encyklopedii, zdarza się jednak że ataki są na tyle przemyślne, że ich skutki nie są od razu wykrywalne, tylko wypływają po pewnym czasie. Większość takich spektakularnych oszustw odbija się echem w świecie internetu, co rusz wywołując dyskusje na temat wartości informacji zawartych w encyklopedii.
W 2005 roku John Seigenthaler, dawniej asystent Roberta Kennedy’ego, a obecnie prezes amerykańskiego stowarzyszenia wydawców gazet trafił na swój życiorys w Wikipedii. Dowiedział się z niego, że brał udział w organizowaniu zabójstw Johna Kennedy’ego, a także jego brata (i swojego pracodawcy) Roberta Kennedy’ego. W fałszywej biografii pojawiły się również sugestie, że John Seigenthaler był nazistą, a także wiele innych przekłamań. Seigenthaler do dziś twierdzi, że w poprawionym już życiorysie wciąż znajduje się wiele nieprawdziwych informacji. Dzięki zachowaniu adresu IP znaleziono autora zafałszowanej biografii dziennikarza. Sprawcą okazał się Brian Chase, menedżer firmy kurierskiej w Nashville, który przyznał się do winy. Chase bronił się, że miał to być tylko żart – jego współpracownik jest bowiem zaprzyjaźniony z rodziną Seigenthalerów. W swojej obronie Chase dowodził, że nie miał pojęcia, jak poważnym źródłem informacji jest Wikipedia. Skutkiem tej historii stało się zaostrzenie zasad edycji i weryfikowania haseł, zaś część amerykańskich dzienników zakazała swoim dziennikarzom korzystania z Wikipedii.
Na początku 2006 roku BBC wykryło, że w biografiach wpływowych amerykańskich polityków umieszczonych w Wikipedii zniknęło sporo niewygodnych dla nich informacji. Śledztwo BBC wykazało że wiele poprawek dokonywanych było z komputerów Kongresu. Dodatkowo sztab kongresmena Marty Meehana przyznał się do zmodyfikowania jego biografii. Dziennikarskie dochodzenie wykazało, że zmodyfikowano życiorysy co najmniej sześciu polityków.
Kontrowersyjnych wpisów nie uniknął sam twórca Wikipedii Jimmy Wales. Okazało się, że zmieniał aż osiemnastokrotne hasło dotyczące siebie samego. Wales wykreślał ze swojej biografii odwołania do hasła związanego ze współtwórcą Wikipedii Larry’ego Sangera, który odszedł od projektu i obecnie pracuje nad konkurencyjną encyklopedią „Digital Universe”. Wales zmieniał również w swojej biografii wpisy dotyczące prowadzonej przez niego strony Bomies.com, na stronach której znajdowała się sekcja „Bomis Babes” określana przez samą Wikipedię jako softporno. Obecnie hasło o Jimmym Walesie nie akceptuje poprawek wprowadzanych przez niego samego.
W 2005 roku pojawił się w angielskojęzycznej Wikipedii artykuł na temat Papieża Benedykta XVI. W artykule jako ilustrację umieszczono zdjęcie Benedykta XVI sugerujące jego podobieństwo do jednego z negatywnych bohaterów „Star Wars”. W następnym roku w angielskojęzycznej Wikipedii ktoś zastąpił artykuł dotyczący raka wulgarnym komentarzem na temat Matki Teresy.
W październiku 2006 Chiny zablokowały dostęp do Chińskiej edycji Wikipiedii, gdyż Prezes Fundacji WikiMedia nie zgodził się na wprowadzenie cenzury. „Dla mnie i dla całej społeczności Wikipedii ważne jest, by nie widziano w nas drugiego Google’a” powiedział Wales odnosząc się do decyzji właścicieli Google, którzy zgodzili się na cenzurowanie sposobu wyszukiwania słynnej internetowej wyszukiwarki.
W listopadzie 2006 roku wpuszczono wirusa do niemieckojęzycznej Wikipedii. W kolejnym roku wprowadzono blokadę edycji Wikipiedii z Kataru po tym, jak z terenu tego kraju dokonano ataku na Wikipedię i zmieniono hasła dotyczące Stanów Zjednoczonych i proroka Mahometa.
Wikiwandalizm w polskiej Wikipedii
Polska Wikipedia jest autonomiczną wersją Wikipedii w języku polskim. Powstała z inicjatywy lekarza internisty z Częstochowy Krzysztofa Jasiutowicza, oraz fizyka Pawła Jochyma. 12 stycznia 2002 polska wersja Wikipedii została oficjalnie przyłączona do międzynarodowego projektu encyklopedii pod adresem http://pl.wikipedia/com. Obecnie polskie wydanie Wikipedii zawiera już około 440 000 haseł, co daje jej czwartą pozycję wśród największych edycji językowych Wikipedii. Na miejscu pierwszym znajduje się angielska wersja encyklopedii (bez mała 2 mln haseł), drugie miejsce zajmuje wersja niemiecka, trzecie zaś należy do wersji francuskojęzycznej.
Polska edycja Wikipedii również nie uniknęła złośliwej działalności internetowych wandali. Najsłynniejszą wpadką naszej ojczystej edycji było hasło o polskim komuniście Henryku Batucie. Według fałszywki Batuta był aktywnym członkiem Komunistycznej Partii Polski i założycielem Związku Patriotów Polskich. Batuta miał zginąć w 1947 roku podczas walk z bandami UPA pod Ustrzykami Górnymi. Dla uwiarygodnienia istnienia Batuty autorzy zmodyfikowali hasło dotyczące Ernesta Hemingwaya (oraz kilka innych), dopisując do jego treści informację, że osoba Batuty była pierwowzorem postaci Karkowa w powieści „Komu bije dzwon” (naprawdę pierwowzorem tej postaci był rosyjski reporter Michaił Kolcow). W momencie kiedy zaczęto podejrzewać, że hasło o Batucie jest oszustwem autorzy opublikowali w Wikipedii sfałszowaną tabliczkę „ulica Henryka Batuty” (w Warszawie istnieje ulica Batuty, ale chodzi o przyrząd muzyczny, fałszerstwo polegało na dopisaniu do zdjęcia imienia Henryk).
Hasło o Henryku Batucie było tak doskonale spreparowane, że oparło się wykryciu przez 15 miesięcy. Według informacji „Gazety Wyborczej” Batutę stworzyła grupka kilku osób, która sama nazwała się „Armią Batuty”. Inspiracją do tego pomysłu miała być obojętność mieszkańców stolicy na patronów jakich noszą ulice w mieście. Wysoka jakość fałszywki oraz jej długa żywotność w encyklopedii spowodowały, że postać Batuty zaczęła się pojawiać na różnego rodzaju internetowych stronach. Między innymi nazwisko Batuty pojawiło się na niesławnej liście żydów i osób żydowskiego pochodzenia, w gronie wielu polskich polityków (autorzy strony „od siebie” dopisali, że Henryk Batuta „mordował katolików”).
Wśród wpadek Wikipedii znalazł się częstochowski akcent. Pod koniec 2006 roku mieszkająca w Częstochowie pisarka Barbara Rosiek, autorka słynnego „Pamiętnika Narkomanki” znalazła ku swojemu zaskoczeniu informację o swoim zgonie w notce o sobie w Wikipedii. Oprócz tego w artykule znajdowało się również kilka innych nieprawdziwych według pisarki informacji na jej temat. Po publikacji w „Gazecie Wyborczej” hasło o pisarce zostało poprawione w tym samym dniu.
W bieżącym roku doszło do nieumyślnej (a być może po prostu bezmyślnej) próby podważenia wiarygodności polskiej Wikipedii. „Dziennik Polski” z 13 kwietnia 2007 roku poinformował, że w egzaminie dla szóstoklasistów wkradł się błąd, z treści wynika, że Sejm Czteroletni w 1773 roku powołał Komisję Edukacji Narodowej, tymczasem Sejm ten obradował w latach 1788-1792, tak więc nie było to możliwe. Z artykułu wynika, że hasła dotyczące historii powstały na podstawie Wikipedii, która według „Dziennika Polskiego” „znana jest z licznych pomyłek”. Sprawa ta nie umknęła uwadze polskich Wikipedystów. Okazało się, że w Wikipedii artykuł o Sejmie Czteroletnim, ani artykuły pokrewne nigdy nie zawierały takich informacji, ktoś próbując zatuszować swoją nieudolność usiłował oczernić Wikipedię. Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała wyjaśnienie prostujące błędy w teście. Nie ma tam niestety informacji skąd wziął się ten błąd, ani przeprosin dla Wikipedii.
Jaka więc jesteś Wikipedio? Chyba każdy sam powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie. Warto jednak pamiętać, że wpadki w Wikipedii odbijają się szerokim echem w mediach, gdy tymczasem setki tysięcy dobrych haseł są wykorzystywane na co dzień przez miliony internautów.
Artykuł pierwotnie opublikowano w serwsie Wiadomości24.pl
Wikipedia według jej współzałożyciela Jimmy’ego Walesa to “próba stworzenia i rozpowszechnienia wielojęzycznej wolnej encyklopedii o najwyższym możliwym poziomie dla każdej osoby na Ziemi w jej własnym języku”. Motto projektu brzmi: “wolna encyklopedia, którą każdy może edytować” (za: Wikipedia).
Możliwość prostej i szeroko dostępnej edycji Wikipedii potencjalnie stanowi spore zagrożenie zawartości encyklopedii przez ataki różnego rodzaju wandali internetowych wprowadzających do gotowych haseł fałszywe informacje, bądź tworzących nowe, nieprawdziwe wpisy. Doświadczenia wikipedystów mówią, że takie ataki są stosunkowo łatwe do wykrycia. Dzieje się tak między innymi poprzez monitorowanie zmian wprowadzonych do encyklopedii poprzez specjalnie do tego stworzoną stronę „ostatnie zmiany”. Każda zmiana treści encyklopedii musi zostać zweryfikowana przez co najmniej jednego Administratora MediaWiki. Odzyskanie wcześniejszej treści jest również bardzo proste, gdyż oprogramowanie MediaWiki, na bazie którego tworzona jest Wikipedia zachowuje wszystkie poprzednie wersje artykułów. Osoby które wyjątkowo agresywnie atakują zawartość encyklopedii mają blokowane adresy IP.
Największym zagrożeniem dla zawartości merytorycznej encyklopedii są osoby tworzące nowe hasła o nieistniejących osobach, rzeczach lub wydarzeniach, tworzone w sposób fachowy i sprawiające wrażenie prawdziwych. Treści takie są bardzo trudne o wykrycia, jednak zdarzają się niezwykle rzadko. Najbardziej znanym fałszerstwem tego typu w polskiej Wikipedii było hasło o Henryku Batucie.
Doświadczenia angielskojęzycznej encyklopedii mówią, że wśród edytorów Wikipedii obok amatorów i pasjonatów konkretnych dziedzin znajdują się też fachowcy i eksperci w danych dziedzinach, często legitymujący się dyplomami wyższych uczelni. Nie ma oczywiście konieczności, aby każdy artykuł pisał fachowiec w danej dziedzinie. Zasada ciągłej edycji powoduje, że ktoś z większym doświadczeniem w danej specjalności może swobodnie edytować znalezione błędy.
Wikiwandalizm
Swoboda w edytowaniu Wikipedii jest wykorzystywana przez internetowych wandali. Co prawda większość szkodliwych działań jest wykrywana i usuwana tuż po wprowadzeniu ich do encyklopedii, zdarza się jednak że ataki są na tyle przemyślne, że ich skutki nie są od razu wykrywalne, tylko wypływają po pewnym czasie. Większość takich spektakularnych oszustw odbija się echem w świecie internetu, co rusz wywołując dyskusje na temat wartości informacji zawartych w encyklopedii.
W 2005 roku John Seigenthaler, dawniej asystent Roberta Kennedy’ego, a obecnie prezes amerykańskiego stowarzyszenia wydawców gazet trafił na swój życiorys w Wikipedii. Dowiedział się z niego, że brał udział w organizowaniu zabójstw Johna Kennedy’ego, a także jego brata (i swojego pracodawcy) Roberta Kennedy’ego. W fałszywej biografii pojawiły się również sugestie, że John Seigenthaler był nazistą, a także wiele innych przekłamań. Seigenthaler do dziś twierdzi, że w poprawionym już życiorysie wciąż znajduje się wiele nieprawdziwych informacji. Dzięki zachowaniu adresu IP znaleziono autora zafałszowanej biografii dziennikarza. Sprawcą okazał się Brian Chase, menedżer firmy kurierskiej w Nashville, który przyznał się do winy. Chase bronił się, że miał to być tylko żart – jego współpracownik jest bowiem zaprzyjaźniony z rodziną Seigenthalerów. W swojej obronie Chase dowodził, że nie miał pojęcia, jak poważnym źródłem informacji jest Wikipedia. Skutkiem tej historii stało się zaostrzenie zasad edycji i weryfikowania haseł, zaś część amerykańskich dzienników zakazała swoim dziennikarzom korzystania z Wikipedii.
Na początku 2006 roku BBC wykryło, że w biografiach wpływowych amerykańskich polityków umieszczonych w Wikipedii zniknęło sporo niewygodnych dla nich informacji. Śledztwo BBC wykazało że wiele poprawek dokonywanych było z komputerów Kongresu. Dodatkowo sztab kongresmena Marty Meehana przyznał się do zmodyfikowania jego biografii. Dziennikarskie dochodzenie wykazało, że zmodyfikowano życiorysy co najmniej sześciu polityków.
Kontrowersyjnych wpisów nie uniknął sam twórca Wikipedii Jimmy Wales. Okazało się, że zmieniał aż osiemnastokrotne hasło dotyczące siebie samego. Wales wykreślał ze swojej biografii odwołania do hasła związanego ze współtwórcą Wikipedii Larry’ego Sangera, który odszedł od projektu i obecnie pracuje nad konkurencyjną encyklopedią „Digital Universe”. Wales zmieniał również w swojej biografii wpisy dotyczące prowadzonej przez niego strony Bomies.com, na stronach której znajdowała się sekcja „Bomis Babes” określana przez samą Wikipedię jako softporno. Obecnie hasło o Jimmym Walesie nie akceptuje poprawek wprowadzanych przez niego samego.
W 2005 roku pojawił się w angielskojęzycznej Wikipedii artykuł na temat Papieża Benedykta XVI. W artykule jako ilustrację umieszczono zdjęcie Benedykta XVI sugerujące jego podobieństwo do jednego z negatywnych bohaterów „Star Wars”. W następnym roku w angielskojęzycznej Wikipedii ktoś zastąpił artykuł dotyczący raka wulgarnym komentarzem na temat Matki Teresy.
W październiku 2006 Chiny zablokowały dostęp do Chińskiej edycji Wikipiedii, gdyż Prezes Fundacji WikiMedia nie zgodził się na wprowadzenie cenzury. „Dla mnie i dla całej społeczności Wikipedii ważne jest, by nie widziano w nas drugiego Google’a” powiedział Wales odnosząc się do decyzji właścicieli Google, którzy zgodzili się na cenzurowanie sposobu wyszukiwania słynnej internetowej wyszukiwarki.
W listopadzie 2006 roku wpuszczono wirusa do niemieckojęzycznej Wikipedii. W kolejnym roku wprowadzono blokadę edycji Wikipiedii z Kataru po tym, jak z terenu tego kraju dokonano ataku na Wikipedię i zmieniono hasła dotyczące Stanów Zjednoczonych i proroka Mahometa.
Wikiwandalizm w polskiej Wikipedii
Polska Wikipedia jest autonomiczną wersją Wikipedii w języku polskim. Powstała z inicjatywy lekarza internisty z Częstochowy Krzysztofa Jasiutowicza, oraz fizyka Pawła Jochyma. 12 stycznia 2002 polska wersja Wikipedii została oficjalnie przyłączona do międzynarodowego projektu encyklopedii pod adresem http://pl.wikipedia/com. Obecnie polskie wydanie Wikipedii zawiera już około 440 000 haseł, co daje jej czwartą pozycję wśród największych edycji językowych Wikipedii. Na miejscu pierwszym znajduje się angielska wersja encyklopedii (bez mała 2 mln haseł), drugie miejsce zajmuje wersja niemiecka, trzecie zaś należy do wersji francuskojęzycznej.
Polska edycja Wikipedii również nie uniknęła złośliwej działalności internetowych wandali. Najsłynniejszą wpadką naszej ojczystej edycji było hasło o polskim komuniście Henryku Batucie. Według fałszywki Batuta był aktywnym członkiem Komunistycznej Partii Polski i założycielem Związku Patriotów Polskich. Batuta miał zginąć w 1947 roku podczas walk z bandami UPA pod Ustrzykami Górnymi. Dla uwiarygodnienia istnienia Batuty autorzy zmodyfikowali hasło dotyczące Ernesta Hemingwaya (oraz kilka innych), dopisując do jego treści informację, że osoba Batuty była pierwowzorem postaci Karkowa w powieści „Komu bije dzwon” (naprawdę pierwowzorem tej postaci był rosyjski reporter Michaił Kolcow). W momencie kiedy zaczęto podejrzewać, że hasło o Batucie jest oszustwem autorzy opublikowali w Wikipedii sfałszowaną tabliczkę „ulica Henryka Batuty” (w Warszawie istnieje ulica Batuty, ale chodzi o przyrząd muzyczny, fałszerstwo polegało na dopisaniu do zdjęcia imienia Henryk).
Hasło o Henryku Batucie było tak doskonale spreparowane, że oparło się wykryciu przez 15 miesięcy. Według informacji „Gazety Wyborczej” Batutę stworzyła grupka kilku osób, która sama nazwała się „Armią Batuty”. Inspiracją do tego pomysłu miała być obojętność mieszkańców stolicy na patronów jakich noszą ulice w mieście. Wysoka jakość fałszywki oraz jej długa żywotność w encyklopedii spowodowały, że postać Batuty zaczęła się pojawiać na różnego rodzaju internetowych stronach. Między innymi nazwisko Batuty pojawiło się na niesławnej liście żydów i osób żydowskiego pochodzenia, w gronie wielu polskich polityków (autorzy strony „od siebie” dopisali, że Henryk Batuta „mordował katolików”).
Wśród wpadek Wikipedii znalazł się częstochowski akcent. Pod koniec 2006 roku mieszkająca w Częstochowie pisarka Barbara Rosiek, autorka słynnego „Pamiętnika Narkomanki” znalazła ku swojemu zaskoczeniu informację o swoim zgonie w notce o sobie w Wikipedii. Oprócz tego w artykule znajdowało się również kilka innych nieprawdziwych według pisarki informacji na jej temat. Po publikacji w „Gazecie Wyborczej” hasło o pisarce zostało poprawione w tym samym dniu.
W bieżącym roku doszło do nieumyślnej (a być może po prostu bezmyślnej) próby podważenia wiarygodności polskiej Wikipedii. „Dziennik Polski” z 13 kwietnia 2007 roku poinformował, że w egzaminie dla szóstoklasistów wkradł się błąd, z treści wynika, że Sejm Czteroletni w 1773 roku powołał Komisję Edukacji Narodowej, tymczasem Sejm ten obradował w latach 1788-1792, tak więc nie było to możliwe. Z artykułu wynika, że hasła dotyczące historii powstały na podstawie Wikipedii, która według „Dziennika Polskiego” „znana jest z licznych pomyłek”. Sprawa ta nie umknęła uwadze polskich Wikipedystów. Okazało się, że w Wikipedii artykuł o Sejmie Czteroletnim, ani artykuły pokrewne nigdy nie zawierały takich informacji, ktoś próbując zatuszować swoją nieudolność usiłował oczernić Wikipedię. Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała wyjaśnienie prostujące błędy w teście. Nie ma tam niestety informacji skąd wziął się ten błąd, ani przeprosin dla Wikipedii.
Jaka więc jesteś Wikipedio? Chyba każdy sam powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie. Warto jednak pamiętać, że wpadki w Wikipedii odbijają się szerokim echem w mediach, gdy tymczasem setki tysięcy dobrych haseł są wykorzystywane na co dzień przez miliony internautów.
Artykuł pierwotnie opublikowano w serwsie Wiadomości24.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































