Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwałt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gwałt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 grudnia 2010

Gwałt po szwedzku

Gazeta Wyborcza powołując się na dziennik Guardian opisuje szczegóły „gwałtu”, czy też „molestowania seksualnego” o jakie jest oskarżany Julian Assange, twórca słynnego ostatnio serwisu WikiLeaks.


Otóż jak wynika z ustaleń Guardiana obie panie, które wniosły oskarżenie przeciw Assange podejmowały z nim stosunki seksualne ze swoją zgodą. Punktem spornym, w tej jakże delikatnej kwestii jest „miejsce styku”, czyli prezerwatywa. W przypadku pierwszej pani, która zresztą sama zaprosiła twórcę WikiLeaks do Szwecji i do swojego mieszkania zarzut polega na manipulowaniu przez Assange przy prezerwatywie, co skutkowało pęknięciem tejże.

Druga pani również dobrowolnie zaprosiła Assange do domu. Według Guardiana, Julian wykorzystując jej poranne zaspanie odbył z nią jeszcze jeden stosunek, tym razem nie zakładając prezerwatywy. Obie panie w związku z zaistniałymi okolicznościami obawiały się chorób wenerycznych. Jako, że Assange nie chciał się poddać badaniu (według gazety uznając to za szantaż) zgłosiły się na policję. A potem to już wszyscy wiedzą jak było.

Cała ta historia coraz bardziej zaczyna przypominać burleskę, czy komedię slapstikową, tyle że miejsce kremu w torcie zajęła inna substancja. Zarzuty obu pań i skala do jakiej one urosły trochę zaskakują. Sytuacja jest tak groteskowa, że aż ciężko uwierzyć, że tak miałaby wyglądać prowokacja służb specjalnych chcących uciszyć Assange. Oczywiście są to jedynie prasowe doniesienia i wiele jeszcze może się zmienić, ale nie musi. Pozostaje za to pytanie z reklamy: „Babciu i po co to wszystko?”

poniedziałek, 28 września 2009

Free Polański

Przez media wielu krajów przetacza się właśnie dyskusja na temat aresztowania w Szwajcarii Romana Polańskiego. Jak już pewnie wszystkim wiadomo aresztowano go na podstawie listu gończego wystawionego przez Stany Zjednoczone ponad 30 lat temu. Polański poszukiwany jest za gwałt na 13-latce, obecnie ponad 40-letniej kobiecie.


Tyle wiadomo na pewno. Mniej lub bardziej pewne jest jednak, że nie był to gwałt w dosłownym rozumieniu tego słowa, czyli  zmuszanie fizyczne, czy psychiczne do stosunku seksualnego. Małolata w końcu nie trafiła do willi Jacka Nicholsona przypadkiem. W relacji oskarżonego oraz osób przebywających w tym czasie w willi Jacka dziewczynka tam trafiła sprowadzona przez matkę na – oficjalnie – sesję fotograficzną. Podobno (bo wciąż poruszamy się w mętnej wodzie domysłów, zeznań świadków publikowanych przez prasę, itd) stosunki seksualne, które odbyła Samatha z Polańskim nie były jej pierwszymi kontaktami fizycznymi.
Dodatkowo, nieprzyjemnego smaczku tej historii dodaje fakt, że w roli rajfurki wystąpiła matka dziewczyny, pragnąca zapewnić jej start do kariery. Bo o ile jeszcze można wierzyć w naiwność dziecka, to matka musiała być wszystkiego w pełni świadoma. Sprawa nie jest więc ani prosta, ani jednoznaczna, ciężko tu stwierdzić kto jest czarnym, a kto białym charakterem.

Oczywiście sytuacja w której dziecko (bo 13-latka ewidentnie jest dzieckiem, choćby nie wiadomo jak była rozwinięta fizycznie) zostaje samo na noc w towarzystwie obcych, dorosłych mężczyzn w dość dwuznacznej sytuacji, w ogóle nie powinna się wydarzyć. Po prostu nie wyobrażam sobie bym zgodził się na taką sytuację jako rodzic. Sam Polański – czego nie ukrywał – wiedział o tym w jakim wieku jest dziewczyna i mimo wszystko odbył z nią stosunek płciowy. Takiej sytuacji również – jako mężczyzna sobie nie wyobrażam. Polański nie powinien swoich chuci zaspokajać w taki sposób.

Potrafię za to zrozumieć czemu Polański uciekł ze Stanów, w sytuacji nagonki medialnej, przy sędzim prowadzącym show zamiast rozprawy, po prostu nie wytrzymał nerwowo i uciekł. Oczywiście gdyby reżyser był odrobinę rozsądniejszy to nie musiałby przez trzy dekady uciekać przez karą. Gdyby w ogóle pomyślał to nie poszedłby do łóżka z dzieckiem, choćby dziewczyna go zachęcała. Gdyby już po ugodzie w sądzie zaczął myśleć to nie przerywałby wyznaczonego mu wyroku 90 dni więzienia i nie dałby się sfotografować w trakcie zabawy w towarzystwie młodych kobiet. Gdyby… pewnie tych „gdyby” można wymienić jeszcze sporo, a spełnienie choć jednego z nich dałoby Polańskiemu spokój.

Jakie więc konsekwencje poniósł Polański? Trzydzieści lat unikania amerykańskiego prawa na pewno pozostawia ślad na psychice. Mimo sławy, popularności i pieniędzy pewnie gdzieś w podświadomości wciąż czuje się on uciekinierem, banitą. W końcu od tego czasu nie udało mu się zrobić filmu na miarę „Chinatown”, czy „Dziecka Rosemary”, nigdy już nie osiągnął takiego poziomu reżyserskiego geniuszu. Nie, nie zapominam o Oskarze za „Pianistę”, to oczywiście dobry film, ale nie genialny, sprawne rzemiosło prowadzone mistrzowską ręką, ale nie ma w nim tego ziarnka geniuszu.

Podsumowując mój wywód, uważam że sprawę Polańskiego należy zakończyć definitywnie. I to – moim zdaniem – z korzyścią dla niego. W mojej opinii ukarał się sam za nie panowanie nad swoimi chuciami wobec nastoletniej lolitki. Ukarał się losem banity, obciął sobie skrzydła jako twórca, z mistrza sam zrobił z siebie wyśmienitego, ale jednak rzemieślnika. Dlatego powtarzam za wieloma: Free Polanski

Prasa publikuje ówczesne zeznania oskarżonego i ofiary:
Wersja Samanthy
Wersja Polańskiego